RSS
niedziela, 14 kwietnia 2019

Mamy teraz strajk i słychać głosy z obu stron. Z jednej strony jak słabi są nauczyciel jak trudno jest z się z nimi komunikować. Jak słabo pracują i jak zamknięci są na zmiany. Z drugiej jak słabo zarabiają, jak dobrzy nauczyciele uciekają ze szkoły i że przy takich zarobkach trudno jest zatrzymać perły w szkole.

Prawda, jak to prawda nie leży po środku, ona leży tak gdzie leży. Zacznę od kilku obrazków. Starszych, młodszych, żeby w końcu dotrzeć do wniosków.

Miałem ci ja znakomitego nauczyciela. Nauczyciela przedmiotu, który nie był dla mnie pasją, tym niemniej z ,niecierpliwością czekałem na kolejne lekcje. Trwało to ponad dwa lata aż w końcu odszedł był do innych zadań. Jedna z legend mówi, że decydująca była kwestia polityki: był rok 1983 i wiele się wtedy ciągle działo. Inna, że miał dosyć sprawdzania klasówek w przerwach między momentami, kiedy rozładowywał wagony, bo w rzeczywistości rodzinę utrzymywał z fuch na lewej legitymacji spółdzielni studenckiej. Tak czy inaczej wspaniały nauczyciel opuścił miejsce przed tablicą. Mnie został żal i wiadomość, że ta część wiedzy powinna być uczona zupełnie inaczej, że widząc historię jedynie w kategoriach politycznych gubimy to, c w rzeczywistości najważniejsze.

Miałem jak koleżankę, która z powodów geograficznych zmieniła pracę. Ze szkoły niepublicznej przeniosła się do zwykłej publicznej podstawówki. Kasa mniejsza, ale zostaje sporo kasy wydawanej wcześniej na przejazdy. Ale styl pracy pozostał taki sam. I to właśnie przeszkadzało większości nowych koleżanek i kolegów z pracy. Bo jeśli okazuje się, że kolejne osoby mogą robić więcej, pracować ciekawiej, być bardziej otwartym, z czasem okaże się, że można tego wymagać od wszystkich.

Dawno temu, kiedy szkolnictwo niepubliczne było przedziwnym eksperymentem miałem okazję współtworzyć sposób ewaluacji pracy nauczycieli. Było tak: nauczyciel zapraszał nauczyciela doradcę i ten oceniał jak zrealizowany jest program, na podstawie przeprowadzonego przez siebie testu, oraz jak ma się ten program do ogólnych wymagań. Poza tym uczniowie, rodzice oraz dyrekcja wypełniali ankietę w której dawali znać jak pod wieloma względami oceniają współpracę z konkretnym nauczycielem. W efekcie można było z konkretnym nauczycielem kontrakt przedłużyć lub nie. Przy czym nauczyciele nie mieli dostępu do ankiet, jedynie do ich wyników zbiorczych (nie wiedzieli jak wypadli w której klasie). Mieliśmy więc, bez tego określenia, które wtedy nie istniało pełną ewaluację pracy nauczyciela.

Jak to się ma do strajku nauczycieli? Otóż nauczyciele chcą zarabiać lepiej. Rodzice uczniów chcą, żeby nauczyciele zarabiali lepiej. Tyle, że obie strony nieco inaczej widzą efekty. W oczach świadomych rodziców ma to prowadzić do zmian w stylu i jakości pracy. Jeśli nie jest to możliwe z aktualnymi nauczycielami, to oporujących można będze wymienić na lepszych. Przy wzroście płac w szkołach publicznych realny byłby przepływ tam nauczycieli ze szkół niepublicznych. Jest jedno ale, jest nim klimat i styl pracy o którym pisałem wcześniej.

Co zatem w ramach strajku? Nauczyciele muszą lepiej zarabiać, znacznie lepiej zarabiać. Tyle, że jednocześnie musi uelastycznić się. Niezbędny jest, wprowadzany stopniowo proces zewnętrznej ewaluacji połączonej w części przypadków rozstaniem się nauczyciela ze swoim stołkiem.

Na marginesie: wielu nauczycieli mówi „ale ja przecież co roku, dwa razy w roku, pięć razy w roku robię takie ankiety”. Super, a czy w ankiecie prowadzonej przez swoją dyrektorkę (która zna szanownej pani charakter, także pisma, napisze Pani, że wzmiankowana dyrektorka jest do bani? Robiąc ankiety w szkole zakładam, że w pytaniach o używanie substancji wynik jest zaniżony. Tak działa samo to miejsce. Potrzebna jest ewaluacja w której uczniowie i rodzice czują się bezpiecznie.

Zewnętrzna ewaluacja to także, poza badaniami jakości współpracy z uczniami, relacji na linii nauczyciel – uczeń i nauczyciel – rodzic, badanie jakości pracy.

Jaką średnia mają uczniowie z przedmiotu na koniec kolejnych klas i semestrów.

Ilu uczniów nie zdaje do kolejnej klasy.

Ilu uczniów wypada z procesu szkolnego.

Jak często zdarzają się zachowania ryzykowne.

Jak wypadają uczniowie na egzaminach zewnętrznych i jak się ma wynik egzaminu do wystawianych ocen.

Wydaje się, że ta matryca jest prosta. Wystarczy zgodzić się na podwyżki, pod warunkiem rozluźnienia karty nauczyciela i wprowadzenia zewnętrznej oceny.

Problemem głównym nauczycieli w Polsce jest fakt, że ich kompetencje określają wymogi formalne a nie wiedza i umiejętności. Żeby zostać nauczycielem mianowanym trzeba złożyć odpowiednio gruby stos papierów a, że nie idzie za tym wiedza? Taka gmina.

I jest tak, że nauczyciel myli szacunek z posłuszeństwem, na ma pojęcia, czym jest proces grupowy i jak wpływa na jakość dydaktyki, nie ma pojęcia o ważności jakości relacji. Na pytanie o neurodydaktykę uśmiecha się z wyższością, bo za jego czasów szkoda było na takie głupoty i jest przecież znakomitym nauczycielem. Kiedy słyszy o twardych wskaźnikach jakości życia nastolatków mówi, że to bzdury, bo on i jego koledzy to mieli dopiero problemy. Słyszę wreszcie, że żeby uczeń opanował jakieś pojęcie musi powtórzyć działanie osiem razy (może jeszcze trzymając się lewą ręką za prawe ucho i powtarzając kozie kopyto, myślę sobie) do mojej rozmówczyni nie dociera, że czasem wystarczy trzy innym razem siedem a są takie osoby, które po trzynastym powtórzeniu odkładają ołówek i „załapują” po trzech miesiącach i siedmiu kolejnych podejściach.

Miałem okazję na swojej drodze spotkać wielu absolutnie wspaniałych nauczycieli. Zaangażowanych, ciepłych z wiedzą, sercem i radością w oczach. Miałem okazję także pracować w zespołach w których tacy ludzie przeważali.

Ale także spotykałem ofiary naszego systemu, ofiary przemocowych nauczycieli, totalitarnych szkół, wystrzelonych w kosmos wymagań. Spotykałem ich składając ich w procesie edukacji, budując ich zniszczoną samoocenę. Czasem walcząc z głębokim uzależnieniem.

Trudność polega na tym, żeby przy okazji przywracania godności pracy nauczyciela zbudować także godność ucznia, szacunek do niego ze strony ciała pedagogicznego. I zacząć zmieniać paradygmat szkoły.

15:43, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 kwietnia 2019

Sezon mi się kończy i jakiś czas nie będę pisał nowych zadań, a przynajmniej nie będę musiał takowych pisać i akurat teraz przyszedł mi do głowy ciekawy pomysł. Ciekawe, że nigdy nie widziałem czegoś takiego w żadnym zbiorze. Podejrzewam nawet, że wiem z czego to wynika. Mianowicie z tego jaki obraz nauczyciela powinni mieć uczniowie. A dokładnie z tego jakie na ten temat zdanie mają nauczyciele.

Jakiś czas temu na stronie Budzącej się szkoły widziałem pokazany jako horendum przykład, w którym uczeń miał wskazać błędy w pracach nieistniejących, jakkolwiek możliwych kolegów. Nie do końca rozumiałem szum. Czy chodziło o to, że błędów jest za mało i dziecku może spaść samoocena, czy samo wskazywanie błędów kolegów jest problemem czy jest w tym głębszy sens w rodzaju „jak dziecko mówi, że trzy razy siedem to siedemdziesiąt trzy nie poprawiaj go, bo dziecko ma prawo do błędu”.

Mnie jednak pojawił się pomysł na znacznie głębszą zmianę: pomyślałem o zadaniu „Pan Wojtek od matematyki miał gorszy dzień i rozwiązując zadania popełnił trochę błędów. Znajdź te błędy”.

Czemu jestem głęboko przekonany, że do tej pory w żadnym z wydanych podręczników czy zbiorów nie ma takich zadań? I raczej stan w tej dziedzinie nie ulegnie zmianie?

Jaki zdaniem ucznia ma być nauczyciel? A to zależy, zależy od wieku, czyli miejsca na edukacyjnej drodze. Na początku mądry, czyli innymi słowy kompetentny, na jej końcu, tak w okolicach matury już przede wszystkim wyrozumiały. Jasne ceni się także ich życzliwość wiedzę kontakt i inne cechy.

A jak widzą to nauczyciele? Tu wiele się nie zmienia. Ma być kompetentny, przy czym niestety rozumiane jest to najczęściej w sposób szalenie prymitywny. Nauczyciel wie lepiej.

Wiedząc, że zadania piszą byli lub aktualni nauczyciele a zbiory i podręczniki także wybierają także oni nie oczekuję, że komuś przyjdzie do głowy szukanie błędu popełnionego przez nauczyciela. A szkoda, bo prawdziwy nauczyciel daje sobie prawo do błędu, do niewiedzy, pomyłki. Szuka własnych błędów, potrafi się do nich przyznać. W tym jest siła prawdziwego nauczyciela.

14:29, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 marca 2019

Zrobiłem ostatnio ciekawy eksperyment. Pokazał, jak widzą swoje miejsce w szkole uczniowie.

Otóż poza czystą wiedzą, na przykład matematyczną, formułując zadania wdrukowujemy dzieciakom jakiś obraz świata. Na przykład widząc w jednym zestawie zadania o tym, że pani domu kupuje ulubioną kawę, a pan robi interesy pokazujemy jak widzimy role kobiet i mężczyzn w społeczeństwie. Ekstremum, już zupełnie oczywistym było zadanie o tratwie i uchodźcach, gdzie uczniowie gimnazjum liczyli, ile cegieł trzeba dołożyć, żeby uchodźcy poszli na dno. Często jednak zupełnie nie zauważamy takich kontekstów, co niesie ze sobą pewną informację o nas.

Pisząc zadania zacząłem polecenia zmieniać w formuły grzecznościowe. I co? I dzieci po pierwsze dostrzegli to jako coś nadzwyczajnego i pozytywnego.

Ergo są przyzwyczajeni do wydawania poleceń, a więc traktowania bez szacunku. Kiedy widzę, że w jakimś miejscu, dajmy na to w kawiarni jest rozlana kawa, używam zwrotu grzecznościowego, mimo, że teoretycznie sprzątnięcie jest obowiązkiem personelu.

Tutaj dzieciaki mają wdrukowane, że są obiektem obróbki nie podmiotem, jest dla nich oczywiste, że szkołą jako instytucja ma nad nimi ogromną przewagę. I uczą się przy okazji kilku rzeczy. Akceptowania sytuacji, w której instytucja ma nad nimi pełną władzę. Uczą się widzenia siebie jako przedmiot a nie podmiot. W jakiś sposób także kreuje to obraz własnego miejsca w społeczeństwie. Pisząc podręczniki, zbiory zadań, ucząc uczyć zapominamy jak ważne jest to co nie jest wyraźnie widoczne. Coś co ludzie wykształceni (w odróżnieniu ode mnie) nazywają ukrytym programem szkoły.

13:58, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 marca 2019

Dawno mnie tu i w innych miejscach nie było, tak z pół roku. Tak bywa. I teraz, kiedy przyszedł czas na powrót. Chwilę zastanawiałem się, gdzie jest miejsce na ten wpis, bo to o nowych technologiach i o edukacji.

Łączą się tu dwa zjawiska: powoli zamierająca blogosfera i informacja, że kolejny raz mierzone IQ młodzieży spadło o trzy jednostki, co daje już w sumie sześć. Jak to się łączy?

Ludzie korzystający z blogów, czy jako czytelnicy czy jako blogerzy coraz częściej przenoszą się do innych mediów. Wymagających od obu stron mniejszego wysiłku. Na Instagram, na YouTube czy na inne nośniki informacji mniej wymagające. Takie w których dłuższe myśli są zastępowane obrazem, dźwiękiem niosącymi więcej emocji a mniej miejsca na refleksje, na dyskusje, na argumenty.

Takich mamy odbiorców, coraz częściej widać to we wszystkich mediach w filmach, tych popularnych, przyciągających tłumy. To widać także w szkole. Młodzi ludzie mają mniejszą odporność na działania powtarzalne, rutynowe, monotonne. W efekcie problemem staje się przeczytanie dłuższego tekstu czy pozostanie przez chwilę w milczeniu.

Szkoła w dzisiejszym widzeniu ma wspierać kreatywność, nie uczyć odtwarzania procedur. Z tą kreatywnością to mam spory problem. Od początku zdecydowana większość rodziców robi wiele, żeby ją w dzieciach zabić. Dziecko jest otoczone setkami zabawek, ogląda filmy, mniej lub bardziej edukacyjne, grywa w gry i robi się wszystko, żeby się nie nudziło. A właśnie w momencie, kiedy dziecko zaczyna się nudzić ma szanse kiełkować w nim kreatywność, zaczyna budować się umiejętność robienia czegoś z niczego.

Jednocześnie sytuacja, w której dziecko jest bombardowane setkami bodźców sprawia, że nie ma czasu, miejsca na nabywanie umiejętności dłuższego skupienia się. Umiejętność ta ucieka teraz tak ze nam, dorosłym, jak każda umiejętność, której się nie ćwiczy. Mam oczywiście na myśli średnią krajową czy europejską. Są zawsze tacy, którzy chodzą na jogę, czytają czternastotomowe traktaty filozoficzne czy porównują ceny w Tesco o Kauflandzie.

Mamy wielki krzyk o przeładowane pogramy nauczania w szkole podstawowej, a z tego co pamiętam ja kończąc podstawówkę umiałem znacznie więcej z matematyki czy fizyki. Doszły języki na znacznie wyższym poziomie, co wydaje się oczywiste. Czemu jednak problemem staje się nauczenie dzieci tego, co było oczywiste czterdzieści lat temu?

I tu wracamy do punktu wyjścia. Młodzi ludzie nie ucząc cierpliwości powtarzania pewnych czynności, dłuższej koncentracji nie są w stanie gromadzić wiedzy i tworzyć z niej spójnej struktury. Coś poszło nie tak, bo do końca dwudziestego wieku co dziesięciolecie mierzone IQ rosło, taki regres to ewenement, ale w związku z tym, że w drugim badaniu okazało się, że tendencja się trzymuje, nie ma co dyskutować z faktami. Trzeba próbować przekonywać rodziców do odwrócenia tendencji, przez podjęcie działań, a właściwie do powstrzymania się od działań, bo w ten sposób mamy szanse stworzenia środowiska bardziej sprzyjającego dzieciom.

Jedna rzecz mnie przeraziła w czasie dyskusji na ten temat: przeważały stwierdzenia, że trzeba zmienić standard testów, mało było refleksji nad tym co te badania wskazują.

14:00, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2018

Powracają często stereotypy, uproszczenia. Jeśli nie są one szkodliwe, z całą pewnością nie pomagają. Popatrzmy na jeden z nich – zadania otwarte wymagają więcej kreatywności niż zamknięte.

Czy rzeczywiście zadania z odpowiedziami do wyboru wymagają mniejszej samodzielności? Czy rzeczywiście mają same wady?

W wakacje jeden uczeń nauczył mnie rozwiązywać jeden z typów zadań maturalnych w sposób, który nie przyszedłby mi do głowy. Wykazał się pełną samodzielnością myślenia. Jeden problem: gdyby w taki sposób rozwiązał zadanie otwarte nie zostałoby to uznane za prawidłowe, choć wynik się zgadza i w kluczu jest zapis, że za prawidłowe rozwiązanie osiągnięte dowolną drogą należy się maksimum punktów.

Z drugiej strony ważne jest, w jaki sposób oceniana jest odpowiedź. Czy jeśli, wszystko jedno podczas egzaminu z polskiego czy matematyki uznawana jest jedynie odpowiedź zgodna z intencją sprawdzającego. Czy rezygnacja z posiłku na rzecz bezdomnego jest poświęceniem? Zdaniem jednego z polonistów nie, zdaniem Marka Kotańskiego tak. Kto ma rację?

Jeśli podczas oceniania zadań otwartych wymagamy od ucznia ścisłego powielania sposobu myślenia nauczyciela czy autora podręcznika na samodzielność pozostaje niezwykle mało miejsca. Wraca tu znana historia z Wisławą Szymborską, która napisała analizę swojego wiersza i została ona (ta analiza) oceniona na trzy z plusem.

Wraca tu wątek obiektywizmu oceny. W przypadku odpowiedzi do wyboru nie ma tutaj wątpliwości, w przypadku pytań otwartych zawsze istnieje taka możliwość.

A kwestia kreatywności, samodzielności myślenia i całego tego kramu? Klucz znajduje się raczej w sposobie zadawania pytań niż w formie odpowiedzi.

Oczywiście pozostaje umiejętność długiej samodzielnej wypowiedzi, rozwiązywania problemów czy sposobu zapisywania odpowiedzi. Czy jednak jest to związane z kreatywnością mam spore wątpliwości.

15:20, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16